Alina Białkowska-Gużyńska
Alina Białkowska-Gużyńska
29.11.2016 Bezpłatny

Bezwarunkowy dochód minimalny: utopia czy ratunek dla kapitalizmu?

Bezwarunkowy dochód minimalny: utopia czy ratunek dla kapitalizmu?

Gdyby nie dochód gwarantowany, brak pracy szczególnie w lecie byłby bardzo stresujący. Fot. PAP

Gospodarka oparta na inteligentnych maszynach, w której miejsca dla ludzkiej pracy jest niebezpiecznie mało, to nie scenariusz filmu science fiction. To przyszłość - nieodległa. Skomplikowane i ociężałe systemy zasiłków społecznych nie były szyte pod takie czasy i potrzeby. Czy odpowiedzią na masowe bezrobocie będzie renesans idei bezwarunkowego minimalnego dochodu, po raz pierwszy zasugerowanej przez Tomasza Morusa w słynnej Utopii” dokładnie 500 lat temu? Czy Finowie, którzy od 2017 r. będą testowali wypłacanie dochodu podstawowego, są forpocztą jednej z największych zmian cywilizacji zachodniej?

Martin Wolff z Financial Times" opisał swego czasu krótką wymianę zdań, jaka miała miejsce na początku lat 50-ych podczas wizyty Waltera Reuthera, szefa związku zawodowego pracowników branży motoryzacyjnej w USA, w nowo otwartej, zautomatyzowanej fabryce Forda. Prezes Forda wskazał na roboty i pół żartem, pół serio zapytał Reuthera, jak zamierza zbierać od nich składki związkowe. – A jak pan zamierza skłonić je do zakupu samochodów? – odparł związkowiec.

Nadzieje (świata kapitału) i obawy (świata pracy) związane z robotyzacją przemysłu nie są niczym nowym. Jednak tym razem skala potencjalnych zaburzeń dotychczasowego porządku jest szokująco duża. Jeśli wierzyć prognozom Carla Freya i Michaela Osborne’a z Uniwersytetu w Oxfordzie, 45% obecnych miejsc pracy może zniknąć z gospodarki USA w perspektywie najbliższych 18 lat. W skali całego świata zagrożonych są dziesiątki, jeśli nie setki milionów miejsc pracy, a wraz z nimi utrzymanie dotychczasowego standardu życia przez tyle samo rodzin – co przełoży się bezpośrednio na popyt, a więc na wielkość PKB.

Oczywiście, można machnąć ręką i powiedzieć, że każda rewolucja technologiczna wywoływała lęki, lecz zawsze nowe miejsca pracy związane z nowocześniejszymi technologiami były na tyle liczne, że wchłaniały nadpodaż pracowników i gospodarka rozwijała się szybciej niż przed wdrożeniem nowych rozwiązań. To prawda, jednak obecnemu wejściu nowych technologii towarzyszą dwa inne wielkie trendy destabilizujące gospodarkę: wzrost nierówności i wyprowadzanie procesów biznesowych do państw tańszych (także podatkowo, nie tylko płacowo). Skutki tego już widać w postaci kurczącej się klasy średniej i narastającego buntu przeciw elitom – vide Brexit czy wygrana Donalda Trumpa w USA.

Śmierć etatu

Postępująca robotyzacja to tylko jeden z czynników, jakie wywracają rynek pracy, zmniejszając bezpieczeństwo zatrudnienia. Inne, mniej lub bardziej powiązane z sobą, to masowa imigracja, rosnąca popularność umów podobnych do polskich śmieciówek” (np. kontrakty no benefits” w USA lub brytyjskie zero hours contracts”) czy wreszcie szybki awans finansowy i giełdowy firm z branży technologii informacyjnych, tworzących mało miejsc pracy (już w 2005 r. wartość rynkowa Google wynosiła ok. 140 mld USD przy zatrudnieniu 5 tys. osób, podczas gdy wartość General Motors – ok. 17 mld USD przy zatrudnieniu aż 335 tys. pracowników).

Skutek? Etat, ośmiogodzinny dzień pracy, wolne weekendy, przewidywalne urlopy, w miarę przyzwoita emerytura – a wraz z nimi poczucie bezpieczeństwa stanowiące przez dziesięciolecia fundament klasy średniej (i stabilizator demokracji) – wszystko to na naszych oczach odchodzi do przeszłości.

Nie da się zaczarować rzeczywistości: załamał się trwający od końca II wojny światowej stabilny model rozwoju, gwarantujący kolejnym pokoleniom osiągnięcie wyższego statusu materialnego niż mieli rodzice. Ten proces wywołuje frustrację i obawy o przyszłość – na razie głównie w krajach rozwiniętych, które są najbardziej przyzwyczajone do stałego wzrostu i równocześnie najsilniej odczuwają negatywne skutki komputeryzacji i robotyzacji. Jednak stopniowo także tanie fabryki w Azji i Afryce dotknie ten sam trend.

Trudno się dziwić, że podczas tegorocznego Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie, poświęconego przyszłości pracy, największy intelektualny ferment wywołał Brytyjczyk, prof. Guy Standing, propagator wprowadzenia gwarantowanego dochodu minimalnego, czyli, w wersji najbardziej radykalnej, wypłacania przez państwo każdemu obywatelowi bez względu na wiek i zamożność, takiej samej kwoty – w wysokości pozwalającej na utrzymanie się. Bez szaleństw, ale też bez biedy.

Jako osoba niegdyś odpowiedzialna za politykę prowadzoną przez partię oraz premiera rządu, jestem boleśnie świadomy tego, jak trudno jest wygrać batalię o zmianę tak głęboką i radykalną jak dochód minimalny. Jednak widziałem też sytuacje, gdy idee, które przez wiele lat znajdowały się wyłącznie na marginesie debaty, nagle, w odpowiednich okolicznościach, zyskiwały na znaczeniu i wiarygodności.

Gwałtownie zmieniające się gospodarka i rynek pracy, rosnący niepokój społeczny związany ze sposobem działania naszego systemu opiekuńczego, oczekiwania obywateli, zwłaszcza młodych, idące w stronę większej wolności, kontroli i odpowiedzialności – wszystko to tworzy warunki dla przełomu. To jest właściwy czas, by idea, która przez wieki była wspierana przez potężne umysły, stanęła w centrum debaty o tym, w jakim kraju chcemy żyć, jaki chcemy mieć rząd i jak żyć w XXI wieku. (…)

Matthew Taylor, prezes RSA. Fragment wprowadzenia do raportu RSA nt. UBI. Grudzień 2015 r.

Pachnie utopią i socjalizmem? Z pewnością na pierwszy rzut oka tak. Jednak historia idei gwarantowanego dochodu pokazuje, że pomysł ten można uzasadniać równie dobrze na gruncie radykalnego egalitaryzmu, co liberalizmu (tylko człowiek, który może powiedzieć nie”, jest wolny, a człowiek pozbawiony dochodów podejmuje decyzje z przymusu), a także myśli chrześcijańskiej. W tym ostatnim przypadku chodzi z jednej strony o szacunek dla wartości, jaką jest godność jednostki ludzkiej (jeden z priorytetów pontyfikatu papieża Franciszka I), a z drugiej o uznanie prawa każdego do dochodów z dziedzictwa, jakie wszystkim ludziom dał Bóg. Takie myślenie stało za propozycją humanisty i przyjaciela Tomasza Morusa, Jana Ludovicusa Vivesa, który idąc śladami twórcy Utopii” uważał, że wsparcie powinno trafiać do ludzi zanim potrzeba wywoła jakieś szalone lub złe działanie, zanim twarz człowieka w potrzebie obleje się rumieńcem wstydu” (De Subventione Pauperum, Sive de humanis necessitatibus, 1525).

Korzenie powołanego do życia w 1976 r. Alaska Permanent Fund, pierwszego rozwiązania o charakterze gwarantowanego dochodu zastosowanego na większą skalę, który – dzięki inwestycjom dokonywanym na bazie ¼ dochodów ze sprzedaży alaskańskiej ropy - od 1980 r. wypłaca każdemu stałemu rezydentowi Alaski roczną rentę (jej wysokość zależy od koniunktury na rynku), są długie i bardzo rozbudowane. Idea wypłacania wszystkim obywatelom pieniędzy – jako rekompensaty za wprowadzenie systemu własności ziemi – została sformułowana jednoznacznie w XVIII wieku. Jej twórca, Thomas Paine, uważał, że do właściciela ziemskiego powinny należeć wyłącznie przychody z ziemi, a nie sama ziemia, w związku z czym winien płacić społeczności rentę gruntową, która byłaby źródłem finansowania wypłat dla pozostałych obywateli. Bezwarunkowy dochód ewoluował przez lata; w różnych formach pojawiał się w pracach socjalistów (Charles Fourier) i liberałów (sam John Stuart Mill). W XX wieku pojawił się w Wielkiej Brytanii (m.in. Bertrand Russell), a jedną z ciekawszych analiz przedstawił Clifford H. Douglas, inżynier, który zastanawiał się nad tym, jak zapewnić popyt dla szybko rozwijającego się przemysłu brytyjskiego po I wojnie światowej, w sytuacji gdy Brytyjczycy byli zubożeni przez wojnę, w związku z czym banki niechętnie udzielały im kredytów.

Argumenty za

W politycznie gorących latach 60. XX wieku gwarantowany dochód był jednym z tematów amerykańskich debat publicznych – wtedy do ekonomicznego mainstreamu przebiła się jego najbardziej znana obecnie wersja, czyli negatywny podatek dochodowy. Mechanizm podatku płaconego przez państwo najuboższym wymyśliła 20 lat wcześniej przedstawicielka brytyjskiego liberalizmu, Juliet Rhys Williams, ale dopiero Milton Friedman w słynnej książce Kapitalizm i wolność” (1962 r.) przystępnie wyjaśnił sposób jego działania. Friedman zaproponował radykalne uproszczenie amerykańskiego systemu opieki społecznej poprzez wprowadzenie liniowego podatku negatywnego (w wysokości nie wyższej niż 50% kwoty wolnej od podatku), co miało umożliwić integrację podatku dochodowego z systemami transferu pomocy publicznej. Jak wygląda taki podatek?

Załóżmy, że kwota dochodu wolna od podatku PIT to 5000 zł. Każdy, kto zarobi mniej, dostaje od państwa 50% różnicy między swoimi dochodami a progiem 5000 zł, czyli maksymalnie 2500 zł. W ten sposób żaden obywatel nie jest pozbawiony dochodów i, co więcej, nie musi przechodzić licznych, często upokarzających procedur, niezbędnych, żeby dostać taki czy inny zasiłek celowy. Równie ważnym skutkiem wprowadzenia takiego podatku byłoby ograniczenie olbrzymiej administracji zatrudnionej do walki z ubóstwem”. (Wywiad z Miltonem Friedmanem o negatywnym podatku dochodowym, w tym o jego przewagach nad warunkowo udzielaną pomocą społeczną, np. bezrobotnym czy wielodzietnym rodzinom, jest dostępny na kanale YT).

Dyskusja na temat bezwarunkowego dochodu podstawowego, czyli UBI (z ang. unconditional basic income), zwanego też czasem rentą obywatelską, nabrała tempa w ostatnich latach, głównie w Europie Zachodniej. W Szwajcarii przeprowadzono nawet w czerwcu 2016 r. referendum w sprawie wprowadzenia UBI – w astronomicznej z naszego punktu widzenia wysokości 2500 franków na głowę dorosłego mieszkańca miesięcznie – ale, co ciekawe, mimo silnych argumentów na nie” w przypadku tak wysokiej kwoty (obawy przed zalewem kraju Helwetów przez imigrantów ekonomicznych), za tym rozwiązaniem opowiedział się niemal co czwarty Szwajcar. W Wielkiej Brytanii UBI zyskał poparcie wpływowego think-tanku RSA (Royal Society for the encouragement of Arts, Manufactures and Commerce), kierowanego przez Matthew Taylora, byłego szefa doradców premiera Blaira.

W 2015 r., obszerną analizę plusów i minusów bezwarunkowego dochodu przedstawił prawicowy amerykański Cato Institute z konkluzją, że jest to propozycja intrygująca”, jednak ze względu na wiele pytań, jakie niesie tak radykalna zmiana, trudno ocenić wszystkie ryzyka z nią związane. Instytut postuluje więc przeprowadzenie konsolidacji różnych form pomocy społecznej (w tym odejście od pomocy rzeczowej i przekazywanie beneficjentom wsparcia w postaci gotówki), tak by system stał się przejrzysty oraz by zebrać nowe informacje na temat obecnych kosztów welfare state. – Dzięki temu moglibyśmy osiągnąć niektóre z korzyści związanych z UBI, nie ponosząc wszystkich ryzyk i kosztów – stwierdzają autorzy raportu.

W Niemczech apostołowie wprowadzenia UBI przewidują, że minimalny dochód gwarantowany zdominuje debatę polityczną już w wyborach w 2021 r. W Finlandii od 2017 roku będzie prowadzony dwuletni pilotaż, w którym około 2-3 tys. osób będzie dostawało miesięcznie 560 euro zamiast obecnie otrzymywanych zasiłków. Przykłady można mnożyć. Jednak najciekawsze jest to, że nie tylko (nad)opiekuńcza Europa, ale także coraz więcej przedsiębiorców z hiperkapitalistycznej Doliny Krzemowej opowiada się za wprowadzeniem UBI. I nie są gołosłowni – znany inkubator Y Combinator (m.in. Airbnb i Dropbox) zamierza wprowadzić pilotażowy program, w którym przez ok. pięć lat UBI będzie trafiał do grupy amerykańskich rodzin. Program został ogłoszony przez prezesa Y Combinator, 31-letniego Sama Altmana współpracującego z Elonem Muskiem przy projekcie OpenAI i uważanego za jednego z najciekawszych i najbardziej wpływowych ludzi młodego pokolenia w USA.

W Polsce wprowadzenie negatywnego podatku dochodowego zapowiadała premier Ewa Kopacz pod koniec swoich rządów, a temat podjął Ruch Kukiz ’15 jako alternatywę dla rządowego programu 500+.

Dlaczego bezwarunkowy dochód minimalny staje się coraz bardziej popularny? Po pierwsze, roboty naprawdę będą zabierały ludziom pracę, w związku z czym UBI mógłby złagodzić konsekwencje coraz dłuższych okresów bezrobocia. Po drugie – w odróżnieniu od UBI, który przysługiwałby każdemu niezależnie od tego, czy pracuje, czy nie – obecne systemy zasiłków zwykle uzależniają udzielenie pomocy od wysokości dochodów, przez co niektórym beneficjentom nie opłaca się pracować (przekroczenie niskiego progu nawet o złotówkę oznacza utratę zasiłku), czyli dodatkowo generują szarą strefę. Są więc nieefektywne, kontrproduktywne, a do tego wymagają olbrzymiej biurokracji. Po trzecie, co podkreśla m.in. prof. Guy Standing, ludzie uwolnieni od konieczności pracy za wszelką cenę, będą w stanie spełniać inne zadania, choćby opieki nad osobami starszymi czy przewlekle chorymi w rodzinie. Po czwarte, chodzi o odblokowanie kreatywności (ten aspekt jest wyeksponowany m.in. w raporcie RSA).

Być może najważniejsze jest jednak to, że wprowadzenie dochodu gwarantowanego ma szansę zadziałać prewencyjnie – jak finansowa szczepionka, która podana odpowiednio wcześnie sprawi, że spadną koszty, jakie obecnie społeczeństwo ponosi, żeby poradzić sobie z problemami związanymi z ubóstwem, w tym z przestępczością i ze złym stanem zdrowia osób bez pieniędzy. To dlatego UBI bywa nazywany społeczną szczepionką XXI wieku”.

Argument dotyczący zmniejszenia gargantuicznej wręcz biurokracji, żyjącej z państwowych działań na rzecz ograniczenia wykluczenia, jest jednym z ważniejszych w debacie o gwarantowanym dochodzie. Dr Jacek Warda, zwolennik wprowadzenia w Polsce minimalnego dochodu gwarantowanego na poziomie 120% minimum egzystencji, czyli ponad 500 zł, współredaktor strony na FB, a zawodowo pracownik UMCS i UM w Lublinie, podaje przykład powiatowych urzędów pracy zatrudniających obecnie ok. 19 tys. osób, z których jedynie siedem tys. zajmuje się bezpośrednio bezrobotnymi.– Reszta przewala papiery – pisze. Niestety bardzo trudno oszacować, jakie oszczędności po stronie samej biurokracji byłyby możliwe dzięki totalnej rewolucji w systemie wsparcia społecznego. W 2013 r. Fundacja Republikańska opublikowała dane dotyczące skali i struktury zatrudnienia przez polskie państwo. Okazało się, że drugą największą grupę wśród pracowników sektora publicznego stanowi administracja, gdzie zaszyte są m.in. stanowiska związane z redystrybucją środków publicznych. Roczny koszt zatrudniania ok. 415 000 urzędników to ponad 21 mld zł. Trudno jednak odpowiedzialnie policzyć, ile z tej kwoty przypada na osoby zaangażowane w programy, które można by zlikwidować dzięki uproszczeniu systemu redystrybucji, zwłaszcza że od tego czasu pojawiły się nowe programy socjalne, choćby 500+, które z pewnością spowodowały co najmniej przesunięcie części urzędników do tego typu zadań, o ile nie wzrost biurokracji.

Bardzo ważnym argumentem używanym przez zwolenników UBI jest odblokowanie potencjału ludzi. Brytyjski think-tank RSA podkreśla w swoim raporcie, że systemy opieki społecznej stworzone po II wojnie światowej są oparte na hierarchiczności i solidarności, a brakuje w nich komponenty respektującej indywidualizm ludzi, przez co uniemożliwiają rozwój kreatywności. Społeczeństwo coraz bardziej dzieli się na szczęściarzy, którzy mają dość pieniędzy, żeby być twórczymi – i dzięki temu stają się coraz bogatsi, bo gospodarka oparta na wysokich technologiach najwyżej nagradza kreatywność właśnie, oraz na zaplątaną w meandry opieki społecznej masę ludzi, których nigdy nie będzie stać na to, żeby choć przez kilka miesięcy popracować nad czymś niestandardowym, co mogłoby wyrwać ich z dotychczasowego życia. – Musimy jako społeczeństwo zadać sobie poważne pytanie: czy zadowala nas to, że pojawiła się uprzywilejowana i samoutrwalająca się klasa kreatywna”, w której rękach jest skoncentrowany kapitał społeczny, finansowy i ludzki, czy też może jednak wolelibyśmy bardziej zdemokratyzowaną formę kreatywności? – pytają autorzy raportu.

Kolejna przesłanka wspierająca gwarantowany dochód dotyka nieetyczności obecnych rozwiązań. Typowe kryterium dochodowe”, decydujące o przyznaniu lub nie pomocy, to bardzo skrupulatnie obliczony średni dochód przypadający na jedną osobę w rodzinie (np. w Polsce w przypadku zasiłku rodzinnego to 674 zł – gdy dzieci są zdrowe, lub 764 zł – gdy któreś dziecko jest chore). Tak sformułowany warunek udzielenia pomocy nie skłania do tworzenia rodzin, natomiast sprzyja utrzymywaniu w tajemnicy związków, a także tego, że któryś z opiekunów dzieci ma nieco większe dochody. A cały ten skomplikowany bałagan nadzoruje rzesza urzędników, którzy mogliby robić inne rzeczy. RSA zwraca też uwagę na to, że współczesność to nie tyle masowe bezrobocie, ile masowe niewystarczające zatrudnienie” (underemployment), i nie ma narzędzia, które poradziłoby sobie lepiej z tą sytuacją niż UBI – o który nie trzeba się ubiegać za każdym razem, gdy coś pójdzie nie tak.

I jeszcze jeden niezwykle ważny argument – starzenie się społeczeństwa. Czy tego chcemy, czy nie, w gospodarce coraz większe znaczenie będzie miał komponent opieki nad starszymi osobami. I czy tego chcemy, czy nie, albo będziemy wydawali coraz większe pieniądze na tę opiekę, albo będziemy świadkami gorszących sytuacji, gdy niedofinansowany system opieki sprowadzi naszych rodziców, a potem i nas samych, do wegetacji za grosze. UBI oznacza większą elastyczność zatrudnienia, czyli umożliwi rodzinom przejęcie części bądź całej opieki nad osobami starszymi. Pytanie o jakość starości i model opieki z nią związany jest jednym z najważniejszych, na jakie musimy sobie odpowiedzieć w XXI wieku. Dyskusja nad UBI otwiera drzwi do takiej debaty.

Próby na świecie są pozytywne

Realizowane w różnych krajach świata pilotaże różnych wersji dochodu gwarantowanego dają ciekawe efekty. Cato Institute, który ostrożnie podchodzi do UBI, ocenia, że tego typu projekty implementowane na różną skalę w Ameryce Południowej czy Afryce przyniosły zmniejszenie ubóstwa i wykazały, że ich beneficjenci nie wydają więcej na alkohol czy tytoń – czego się obawiano, ale budują aktywa, poprawiają swoje możliwości zarabiania pieniędzy i zwiększają wydatki na podstawowe artykuły, jak ubrania czy jedzenie. Brazylijski program Bolsa Familia przyniósł efekty w postaci poprawy odsetka dzieci chodzących do szkoły i lepszego korzystania z opieki zdrowotnej. Meksykański program Oportunidades istotnie przyczynił się do redukcji skrajnego ubóstwa: z ponad 19% w 1998 r. do 5,76% w roku 2010. W Zambii Kalomo Social Cash Transfer Scheme przyniósł wzrost odsetka gospodarstw domowych posiadających kozy z 8,5% do ponad 41%, podczas gdy liczba rodzin podejmujących decyzje o różnych inwestycjach wzrosła czterokrotnie.

Przywoływane przez brytyjski RSA testy w indyjskim stanie Madhya Pradesh prowadzone w latach 2011-2013 wykazały, że UBI powoduje zwiększenie wydatków na domy i inwestycje, które przyczyniają się do osiągania w przyszłości lepszych dochodów. Co ciekawe, uczestniczące w programie kobiety zyskały więcej niż mężczyźni. Z kolei w Namibii odsetek głodujących spadł z 76 do 37%, a odsetek ludzi, którzy dostali pracę lub samozatrudnionych wzrósł o 11 pkt. procentowych. – Te pozytywne rezultaty mają jednak tylko ograniczone znaczenie dla państw rozwiniętych, w których trwała poprawa statusu społecznego i znalezienie stabilnego źródła dochodów wymagają znacznie większych pieniędzy i polegają na działaniach bardziej długofalowych, takich jak lepsza edukacja – podkreśla Cato Institute.

Gwarantowany dochód minimalny był też testowany w krajach rozwiniętych. Prowadzony w latach 1974-79 w kanadyjskim mieście Dauphine program dał efekty w postaci zmniejszenia liczby hospitalizacji, zwłaszcza w szpitalach psychiatrycznych, ale także w wyniku wypadków. Zwiększyła się liczba dzieci uczących się w szkołach średnich. Nie zanotowano natomiast wpływu UBI na liczbę urodzeń czy rozwodów – a tego ostatniego obawiają się zwolennicy systemów wspierających rodzinę. Testy UBI prowadzono też m.in. w Holandii, a w Izraelu z dobrym skutkiem sprawdzano efekty negatywnego podatku dochodowego.

Najbardziej wiarygodnym punktem odniesienia jest jednak przywołany wcześniej Alaska Permanent Fund, dzięki któremu każdy mieszkaniec Alaski otrzymuje nawet ponad 3000 USD rocznie (chyba że w danym roku został skazany za poważne przestępstwo). Rozwiązanie cieszy się poparciem 80% społeczności tego stanu. Trudno się dziwić, skoro mimo trudnych warunków życia Alaska ma jeden z najniższych wskaźników ubóstwa w USA i wbrew ogólnokrajowej tendencji odnotowuje spadek nierówności.

Ale dochodu gwarantowanego nie można wprowadzić

Przykłady wprowadzania UBI w różnych krajach świata, choć coraz liczniejsze, wciąż nie pozwalają na wyciągnięcie wiążących wniosków: zbyt wiele różni te projekty. Jednak, jak podsumowuje RSA, wszędzie tam, gdzie jakaś forma UBI została wprowadzona, pojawiły się pozytywne zmiany społeczne, w tym wzrost przedsiębiorczości. Nie ma natomiast wystarczających danych, by jednoznacznie ocenić wpływ renty obywatelskiej na rynek pracy. Trudno jednak odmówić racji zwolennikom UBI, gdy argumentują, że gdyby przeprowadzono badania przed wprowadzeniem obecnych rozwiązań opieki społecznej z pewnością wykazałyby, że pod ich wpływem ludzie przestaną oszczędzać na starość, szybciej przestaną pracować, a w dodatku osłabi się poczucie odpowiedzialności za starszych członków rodziny. Takie wyniki z pewnością opóźniłyby wprowadzenie opieki społecznej, jaką znamy. – Rzecz w tym, że każda duża reforma systemu opieki społecznej ma jakieś minusy. UBI nie byłby wyjątkiem. Jednak istnieje wiele dowodów sugerujących, że (w tym przypadku) korzyści zdecydowanie przewyższają koszty – konkluduje RSA.

Argumenty za” minimalnym dochodem gwarantowanym są silne. Największy argument przeciw” to olbrzymie koszty wprowadzenia takiego projektu na skalę, która gwarantowałaby czystość systemu, czyli wypłacanie takiej samej kwoty każdemu obywatelowi kraju, bez względu na wiek, łącznie z noworodkami. Gdyby założyć, że wprowadzono by w Polsce UBI w najbardziej radykalnej formie i każdy dostałby 1400 zł miesięcznie (taka ma być płaca minimalna netto w Polsce od 2017 r.), wówczas roczny koszt takiego programu wyniósłby ok. 640 mld zł. Gdyby uznać, że pieniądze powinni dostawać tylko dorośli, koszt wprowadzenia UBI wyniósłby ponad 500 mld zł. Wypłata 1000 zł miesięcznie wszystkim dorosłym Polakom to koszt ok. 360 mld zł, czyli równowartość wszystkich wydatków budżetowych naszego państwa w 2016 r. Nawet przy założeniu równoczesnego całkowitego zniesienia emerytur z ZUS oraz wszystkich programów socjalnych i zasiłków, na wszystkich poziomach administracji rządowej i lokalnej, trudno sobie wyobrazić skutki wprowadzenia tego rozwiązania dla polskiej gospodarki. To główny powód, dla którego idea UBI nie trafia do politycznego mainstreamu. Zdecydowanie mniejsze koszty powodowałoby wprowadzenie negatywnego podatku dochodowego (dochodu gwarantowanego, ale nie bezwarunkowego), jednak wtedy system traci swoją czystość i rewolucyjny charakter.

Jest jednak inny, zdecydowanie mniej eksponowany w dyskusjach o UBI powód, dla którego to rozwiązanie nie jest traktowane serio przez świat polityki. Współczesny system socjalny jest oparty na adresowaniu potrzeb konkretnych grup interesów. Jakkolwiek źle by to nie brzmiało, za programami wsparcia stoją nie tylko wrażliwość społeczna i światopogląd polityków, ale też chłodna kalkulacja politycznego poparcia, jakie można uzyskać kierując strumień pomocy publicznej do tej czy innej grupy osób. Wedle prostej, by nie powiedzieć wulgarnej zasady – im więcej beneficjentów, tym potencjalnie więcej głosów w urnach wyborczych. Tak są konstruowane systemy podatkowe (ulgi) i tak działają programy pomocowe. Dochód bezwarunkowy jest wolny od takich kalkulacji, a jego implementacja oznaczałaby znaczne zmniejszenie pola do manipulacji politycznej w sferze wydatków publicznych. I być może ten przełomowy charakter UBI jest tak naprawdę największym wrogiem wprowadzenia tego rozwiązania.

Wolność zamiast willi z basenem

Jedno jest pewne: odłączenie dochodu od świadczonej pracy byłoby zmianą rewolucyjną, odwracającą do góry nogami relacje między obywatelem i państwem, pracownikiem i pracodawcą, małżonkami (czy partnerami), a nawet rodzicami i dziećmi. Dr Jacek Warda w swojej prezentacji na temat minimalnego dochodu gwarantowanego używa slajdu porównującego skomplikowaną mechanikę systemu geocentrycznego z elegancką prostotą systemu heliocentrycznego. Jak każda rewolucja, także ta zmiana wywołałaby skutki, których skalę trudno przewidzieć i przecenić, przy czym prawdopodobne zniknięcie pojęcia płacy minimalnej byłoby jednym z mniej ważnych. Długofalowym efektem UBI z pewnością byłoby zmniejszenie nierówności – nie w wyniku samych wypłat (dostawaliby je też najbogatsi), ale dzięki możliwości kształcenia się, szukania nowych zajęć, przemieszczania do ciekawszych pod względem zarobków miejsc kraju. Dzięki wolności, której człowiek niepewny przyszłości nigdy nie zazna.

Jak mógłby wyglądać świat, w którym każdy dorosły dostaje co miesiąc tyle pieniędzy, żeby móc spokojnie żyć, a każde dziecko otrzymuje w dniu osiągnięcia dojrzałości zebraną przez 18 lat kwotę zaległych” rent obywatelskich? Zwolennicy mówią o raju na ziemi: pracujesz ile chcesz i gdzie chcesz, zarabiasz ile chcesz, masz czas dla słabego, starszego już rodzica (też dostaje UBI, więc dajecie radę), możesz samodzielnie wychować dziecko, założyć klub, zrobić kurs potrzebny do zdobycia pracy, iść na studia, zająć się medytacją, zatrudnić opiekunkę, razem z sąsiadami zadbać o otoczenie albo nauczyć się czegoś, o czym zawsze marzyłeś/aś. Jesteś panem swojego czasu i dzięki temu robisz mnóstwo rzeczy, które teraz leżą odłogiem albo są opłacane z najróżniejszych źródeł publicznych. Podczas jednego ze spotkań z prof. Guy Standingiem w Sopocie mniej więcej takie wyobrażenia o tym, jak zachowaliby się ludzie w świecie z UBI, słychać było od osób młodych, o zwykle mocno lewicowych poglądach. To był głos pokolenia, dla którego oparta na zaufaniu i nowoczesnych technologiach gospodarka współdzielenia (sharing economy) jest tak oczywista, jak dla pokolenia ich rodziców spełnieniem marzeń była willa z basenem i praca na jednym etacie przez całe życie.

Ta wizja przyszłości, o jakiej w Sopocie mówili przedstawiciele pokolenia skonfrontowanego od pierwszych lat dorosłości z głęboką zapaścią w gospodarce i kryzysem dotychczasowych wartości, w pewnym sensie jest tożsama z tym, o czym mówił Tomasz Sedlaczek, autor słynnej Ekonomii dobra i zła”, w jednym z wywiadów: biblijny raj to było miejsce, gdzie wszystkiego było dość, a straciliśmy go dlatego, że człowiek chciał więcej (czytaj: zgrzeszył, tak jak zgrzeszyła współczesność stawiając na gospodarkę nadmiaru, która doprowadziła do ostatniego kryzysu). Oni opowiadają się za gospodarką umiaru i dzielenia. Przynajmniej na razie.

Spodobał Ci się ten artykuł?
Wejdź na Webnalist.com i czytaj pozostałe. Dziękujemy!
Podziel się Udostępnij

Masz już konto? Zaloguj się

Za przeczytane artykuły
płacisz grosze
Dostajesz 2 zł na przeczytanie
kilkunastu tekstów
Oddajemy pieniądze, jeśli tekst Cię rozczarował
Oplaty za teksty są wynagrodzeniem autorów

Już teraz publikuje u nas ponad 30 autorów.
Ta liczba ciągle się powiększa

Michał Matys - Autor Webnalist Michał Matys
Jacek Dehnel - Autor Webnalist Jacek Dehnel
Karol W. Małcużyński - Autor Webnalist Karol W. Małcużyński
Michał Okoński - Autor Webnalist Michał Okoński
Paweł Wimmer - Autor Webnalist Paweł Wimmer
Andrzej Bober - Autor Webnalist Andrzej Bober
Andrzej Fedorowicz - Autor Webnalist Andrzej Fedorowicz
Katarzyna Bzowska - Autor Webnalist Katarzyna Bzowska
Piotr Ibrahim Kalwas - Autor Webnalist Piotr Ibrahim Kalwas
Paweł Spodenkiewicz - Autor Webnalist Paweł Spodenkiewicz
Emilia Stankiewicz - Autor Webnalist Emilia Stankiewicz
Konstanty Gebert - Autor Webnalist Konstanty Gebert
Robert Bogdański - Autor Webnalist Robert Bogdański
Andrzej Titkow - Autor Webnalist Andrzej Titkow
Karolina Apiecionek - Autor Webnalist Karolina Apiecionek
Witold Janczys - Autor Webnalist Witold Janczys
Marzenna Nowakowska - Autor Webnalist Marzenna Nowakowska
Irena Fedorowicz - Autor Webnalist Irena Fedorowicz
Aneta Radziejowska - Autor Webnalist Aneta Radziejowska
Alina Białkowska-Gużyńska - Autor Webnalist Alina Białkowska-Gużyńska
Andrzej Hennel - Autor Webnalist Andrzej Hennel
Awa Miśkiewicz - Autor Webnalist Awa Miśkiewicz
Antoni Pawlak - Autor Webnalist Antoni Pawlak
Tomasz Matkowski - Autor Webnalist Tomasz Matkowski
Krzysztof Iszkowski - Autor Webnalist Krzysztof Iszkowski
Paweł Adam Nassalski - Autor Webnalist Paweł Adam Nassalski
Piotr Piętak - Autor Webnalist Piotr Piętak
Rafał Szymczak - Autor Webnalist Rafał Szymczak
Mateusz Mazzini - Autor Webnalist Mateusz Mazzini
Witold Repetowicz - Autor Webnalist Witold Repetowicz
Agnieszka Janas - Autor Webnalist Agnieszka Janas
Andrzej Walentek - Autor Webnalist Andrzej Walentek
Andrzej Godlewski - Autor Webnalist Andrzej Godlewski
Dorota Rusek - Autor Webnalist Dorota Rusek
Piotr Stankiewicz - Autor Webnalist Piotr Stankiewicz
Bartosz Klimas - Autor Webnalist Bartosz Klimas
Antoni Styrczula - Autor Webnalist Antoni Styrczula
Elżbieta Zdanowska - Autor Webnalist Elżbieta Zdanowska
AKCENT - Autor Webnalist AKCENT
Anna Hall - Autor Webnalist Anna Hall
Webnalist icon Czytając nasze teksty, wspierasz znakomitych autorów.
Webnalist

Drogi Czytelniku, droga Czytelniczko...

jeśli dotarliście do tego miejsca, to znaczy że pasujecie do naszej społeczności ludzi, którzy potrafią docenić wartościowe teksty. Jesteśmy na początku naszej drogi, ale wierzymy, że wspólnie zrobimy coś dobrego dla dziennikarstwa w Polsce.

Webnalist
Dołącz do społeczności zwolenników dobrego dziennikarstwa.